Zła passa wreszcie przełamana

wszystko co dotyczy pracy psa w łowisku. Wymiana doświadczeń o zachowaniu postrzałka, strategiach w jego dochodzeniu, niezbędnych akcesoriach itd.

Zła passa wreszcie przełamana

Postprzez Artur Konopka » 19 lut 2014, o 15:21

Od wiosny jakoś tak słabo nam szło.Jakiś jeden odnaleziony dzik,po kilkudziesięciu metrach ,potem postrzałki dzików na łeb ,na puste,czy też na pióra.Jakoś tak nie szło.Troszkę pech a i na pewno brak doświadczenia przewodnika i młody wiek psa. Ale wreszcie przełamaliśmy złą passe.(Oby). Tak w skrócie co by nie przynudzać.A zarazem docenić geny psa i wieloletnią pracę hodowcy,no i troszkę się pochwalić.
HERA czyli ASTA znad Warciańskich Tataraków Kol. Romana Walicha podczas dwudniowego komercyjnego polowania w moim obwodzie gdzie na pokocie leżało ponad 40 szt zwierzyny grubej ( w 14 Strzelb ) odnalazła pierwszego dnia.
- trzy dziki z czego dwa zakończyły się gonem stanowieniem i dostrzeleniem rannej zwierzyny.( było też niebezpiecznie i dla psa i dla mnie ale to bardziej z mojej winy gdyż zabrakło mi amunicji-Bywa i tak.)
- Ciele daniela - po krótkim gonie stanowienie i dostrzelenie.
Dzień drugi
- Daniel Byk po długiej i mozolnej pracy na otoku ( plątanina farby, pętle i zawroty) suka pogubiła się tak przynajmniej mi się zdawało.Puszczona luzem po ok . 2-3 min zgłosiła rannego byka.Kilkukrotny gon z przerwami doprowadził wreszcie do strzału łaski.
Złom dla myśliwego i pochwały dla psa.
To były jedne z piękniejszych chwil służenia u boku Św.Huberta.
Darz Bór Wszystkim co podziwiają niezastąpioną pracę posokowca w łowisku.
Pozdrawiam Artur.
P.S.
W tych samych dniach sprawdzaliśmy jeszcze dwa strzały do danieli które w jednym przypadku okazały się najprawdopodobniej pudłem a w drugim niegroźną obcierką.
Artur Konopka
 
Posty: 30
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:22

Re: Zła passa wreszcie przełamana

Postprzez Wojciech Galwas » 19 lut 2014, o 15:22

Daniel to trudny przeciwnik dla posokowca. Jest bardzo odporny na zranienie, może uchodzić kilometrami. Można go w tej materii porównać z muflonem. Tym większe gratulacje dla Hery.
P.S.
Artur - nie pisz HERA Kol. R. Walicha. Pisz - HERA Artura Konopki z hodowli R. Walicha :P
Avatar użytkownika
Wojciech Galwas
 
Posty: 173
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:14

Re: Zła passa wreszcie przełamana

Postprzez Artur Konopka » 19 lut 2014, o 15:25

Słuszna uwaga Wojtku ktoś mógł by pomyśleć ,że Roman jest właścicielem Hery ale to takie przejęzyczenie.A tak na marginesie ten byk przyjął kulę w tylny badyl (dość konkretnie -duży kaliber) poza tym nic mu nie dolegało.Dobrze,że go znaleźliśmy bo wart był 4 tyś zł.( odstrzał komercyjny) Hera zarobiła w tych dwóch dniach" parę zł" dla kola.(może ktoś to kiedyś doceni)
Ciekawy był też ten dzik co mi się kulki skończyły.Ten a w zasadzie to ta (ale nie mi to oceniać)to dopiero była harda sztuka do końca byłem pewien,że to odyniec nawet oręż miała.A dostała w podgardle .Kula rozcięła skórę i sadło no i po jakimś czasie i farby nie było.Wpakowałem jaj dwie kule a ona dalej na psa.A potem i mi by się oberwało.Ale strzały na szczęście okazały się śmiertelne i wszystko dobrze się skończyło.Ale ciśnienie mi nieźle podskoczyło.Po całej akcji i ja i Hera trzęśliśmy się jak galareta.
Dochodzenie postrzałków jak ktoś kiedyś trafnie ujął to wyższy stopień wtajemniczenia łowieckiego.
P.S.
Zastanawiam się co oznacza ta buźka z języczkiem...
Artur Konopka
 
Posty: 30
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:22

Re: Zła passa wreszcie przełamana

Postprzez Wojciech Galwas » 19 lut 2014, o 15:25

"Dochodzenie postrzałków jak ktoś kiedyś trafnie ujął to wyższy stopień wtajemniczenia łowieckiego" - chyba gdzieś to już słyszałem?
"Tańczący z lochami" - to nowy przydomek dla Ciebie. Fajnie jest jak posok tańczy przy dziku. Dziczek widząc człowieka, chce się z nim przywitać. Loszka też ma swój oręż, którym potrafi zrobić małe co nie co. Szczęki też ma mocne.
Ta trzęsawka, to jeszcze nieraz Cię czeka.
Nie wiesz co to jest jak jęzor z buźki wisi? Pić się chce!!!
Avatar użytkownika
Wojciech Galwas
 
Posty: 173
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:14

Re: Zła passa wreszcie przełamana

Postprzez Artur Konopka » 19 lut 2014, o 15:26

Właśnie wróciłem z polowania.Nic nie widziałem i tylko zmarzłem jak diabli.
"Tańczący z lochami" mówisz to się dopiero uśmiałem,dobre.A jeszcze nie znasz historii jak ok miesiąc temu (nie na polowaniu) zatrzymałem się w lasku na warszawskiej Białołęce co by załatwić potrzebę i przy okazji Herę wypuścić co by się też załatwiła.
W pewnym momencie słyszę,że Hera coś trzyma ujada straszecznie nim zdążyłem się zorientować o co chodzi znalazłem się wśród kilku loch z warchlakami,przelatkami i jakimiś jeszcze wycinkami cała wataha.Całe to towarzystwo na czele z Herą obskoczyło mnie ze wszystkich stron,a ja normalnie se siku robiłem ale jak to się wszystko zakotłowało jak zacząłem spier.....
z rozpiętym rozporkiem o wtedy to ja byłem dopiero tańczący z lochami.Jak by to ktoś widział to niezły ubaw by miał.Tylko tak naprawdę mi w tym momencie wcale nie było do śmiechu.
A ta buźka mówisz pić się chce no to ja właśnie se browara przed snem trzasne. :P
Artur Konopka
 
Posty: 30
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:22

Re: Zła passa wreszcie przełamana

Postprzez staniak ryszard » 19 lut 2014, o 15:27

Gratulacje Arturze, my mieliśmy wczoraj taki specyficzny dzień, o 8 rano dzwoni kolega, , późno w nocy strzał do dzika, dzik poszedł w młodnik świerkowy, spakowałem się bo i tak miałem w ten rejon podjechać, zobaczyć jak się mają ,,czarnuchy'' bo chodzą dwie watachy, podjeżdzamy na parking, telefon, Rysiek nie wytrzymałem zacząłem szukać, jest leży jakieś 100 metrów w młodniku, przelatek, no cóż doszedłem do kolegi pomogłem mu go ściągnąć, wziołem rapety i skórę bo dobre chociaż to, będzie na ścieżki, pochodziliśmy po lesie i do domu, o godz. 15 telefon, strzał do daniela w godz. dopołudniowych
z ambony, daniel przebiegał z sektora na sektor przez dukt, brak farby, brak ścinki, strzał podobno przyjął, no cóż trzeba pomoc, odległość 35 km autostradą , będzie szybko to jeszcze po jasnemu sprawdzi się zestrzał, wyjazd, na węźle Sośnica korek, stoję 40 minut, zamiast przed 16 dojeżdzam grubo po, jeszcze dojazd do łowiska i oglądamy zestrzał, po jednej jak i po drugiej stronie duktu gęsty młodnik brzozowo-olchowy, wysoka sucha trawa, las poprzecinany głebokimi rowami, wg. myśliwego daniel strzał przyjął w chwili przechodzenia na dukcie, pooglądałem przy latarce co i jak, strzał oddany z bardzo dużej odległości 200 m, dukt wąski na 1,5 m, podkładam psa idąc wzdłuż duktu, bo dokładnego miejsca zestrzału nie ma, załapał coś, idziemy, przechodzimy przez głęboki rów, na trasie wysoka trawa, rowy z wodą, dużo widocznych przejść zwierzyny, farby brak, ścinki też, po 30 minutach powrót i jeszcze raz spróbowaliśmy, pies poszedł tą samą trasą, poszedłem teraz za nim jeszcze dalej, księżyc świecił więc nie było jakoś strachu, że się stracę, zresztą emocje też odgrywały rolę, po trasie kilka wywrotek, myśliwy został na dukcie, jakby co to miał dojść, naraz telefon, z drugiej strony Katowic , daniel z przestrzelonym badylem uchodzi nie mogą go dostrzelić, co dochodzą to się zrywa i uchodzi, dobra mówię jak skończę tutaj to dojadę, idziemy dalej po ponad godzinnej pracy i braku jakichkolwiel śladów, rezygnujemy, dobrze by było rano to sprawdzić. O godz. 21 po przejechaniu 100 km dojeżdzamy na drugie miejsce spotkania, tutaj las znany przeze mnie i psa to będzie łatwiej myślę sobie, dzwonię, że już jestem, oczywiście nikt nie odpowiada, brak zasięgu, czekam jakieś pół godziny, podjeźdza prezes
z tego koła bo do niego też dzwonili i mówi mi, że jakiś czas temu udało się dostrzelić daniela, to fajny gips myślę sobie, odprowadziłem prezesa kawałek w las, bo szedł na dziki, wróciliśmy o 23 do domu, ale nic to od jutra polowanie komercyjne przez trzy dni to będzie może następna okazja do pracy.
Avatar użytkownika
staniak ryszard
 
Posty: 86
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 15:27
Lokalizacja: Katowice

Re: Zła passa wreszcie przełamana

Postprzez Artur Konopka » 19 lut 2014, o 15:28

No Rysiek ... masz upór.W tym pierwszym przypadku to pewnie i pudło ale jak mówisz - sprawdzić trzeba.Chociaż wiesz mi za dnia kiedy jest jasno widać wszystko inaczej.Już nie raz się o tym przekonałem.Jeśli jest to możliwe to zrób wszystko żeby szukać rano skoro świt to całkowicie zmienia postać rzeczy.Ja sam już nie raz się o tym przekonałem.
Nawet ostatnio.Wieczorem strzelałem do kozy była już szarówka widziałem tylko że koza - odległość b.duża.Po strzale sprawdzam zestrzał chodzę dobrą godzinkę bo jestem pewien ,ze przed strzałem wszystko grało.I pomimo starań nie znajduję nic.
Rano przyjeżdża do mnie facet z psem na ścieżkę nie daje mi spokoju ten wczorajszy strzał.Jadę z facetem i z jego psem do tej mojej sarny.I co się dzieje -pies bez problemu wskazuje zestrzał na którym jest troszkę ciemnozielonej mazi - treść żołądkowa -zero farby.O zmroku pomimo starań nic nie znalazłem i uznałem,że to pudło.A jednak nie. Pies bez problemu odnalazł na lesie kozę strzeloną nisko na miękkie.
I tak to bywa z tymi "pudłami"
Jeśli chodzi o drugi twój przypadek to nie raz jechałem ok 100 km. i wracałem z niczym.I tak bywa.
Napisz co na tym polowaniu komercyjnym.
Powodzenia w pracy z posokowcem
Artur
Artur Konopka
 
Posty: 30
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:22

Re: Zła passa wreszcie przełamana

Postprzez adam palinski » 19 lut 2014, o 15:29

Zła passa słowo klucz do tego opowiadania.
Historia z mchu i paproci budząca jedynie rozbawienie.
Przed sezonem na byki staram się rokrocznie wypatrzyć ciekawego byka poznać jego lokalne zwyczaje. Wiadomym jest, gdy gody się rozpoczną i tak tą obyczajowość do lamusa wkładamy.
I jest!!!!!!!!!..
Widuję go przez cały tydzień czternastak nieregularny 7/8 kg na głowie wiek na pewno dwie jedynki za nim.
Wysiadka nowo postawiona w głębi zrębu.
W odległości 300 m droga leśna za drogą sąsiadujący obwód mlekiem miodem płynący obfitujący w jelenie.Z lewej strony zrębu łąka deputatowa leśnika uprawiona z koniczynką oaza pyszności w środku lasu.
Pierwszy dzień sezonu wyszedł bardzo wcześnie jak na takiego sędziwego pana w pełni słonecznego dnia. I jak by wiedział, że to już się zaczęło. Zwyczajowo przechodził przez łąkę w kierunku zrębu i tam godzinną ucztę rozpoczynał nie dalej jak 100 /150 m?
Tym razem i przez kolejne cztery moje wyjścia w samym rogu łąki
ponad 300 m godzinne amciu czynił.
Nie odpuszczę chytrusowi.
Prowizoryczna drabina szeroka deska na gałęzi dęba do rogu łąki
teraz 100 m.
Jak nietoperz wczepiony przez kolejny tydzień tam koczowałem ni widu ni słychu przepad.
Rozpoczęło się rykowisko jeleni koncert jak żadnego roku.
Pogadałem z kilkoma jedne wyszły inne wybiegły gotowe do podjęcia współzawodnictwa o jakąś pannę.
Nie byli to jednak rywale by dać im odpór komorowy z 8 X 64 S.
Rykowisko miało się ku końcowi w miarę wolnego czasu systematycznie na ta sama ambonę.
Poranek słońce nad lasem.
Środkiem łąki ciągnie pojedyncza łania
Nagle w rogu łąki nie ryk nie mruknięcie, ale coś na wzorzec starca postękującego przy zatwardzeniu jest!!!!.
Muszla do ust z racji, że wiekowo mu jestem podobny stękam .
Ma się ten słuch muzyczny gwałtownie wieniec na zad i oczy zareagował.
Po niespełna 30 sek. daje głos, zapiewajły podobny jak w trzecim dniu góralskiego wesela.
To nie ryk raczej melodia zdartej płyty.
O mam cię dwa pomruki jurnego samca krótki szczek podbierającego z chmary,rusza i to ostro.
Kropka na nasadę szarżującego sadzi jednak nie w kierunku ambony.
W pełnym biegu od tyłu mało delikatnie potrąca łanie i wraz z nią ginie w zakolu łąki.
Skrzydełko mauzera w prawo po polowaniu.
Jednak nie ...... za moimi plecami rozgrywa się w tej samej chwili prawdziwy dramat.
Trzask łomot i na skraj zrębu wyjeżdża byk pchając przed sobą zrogowanego już młokosa.
Młodzian wali się między gałęzie zrębu a oprawca trzymając go w pozycji waruj stara się badylami kopać leżącego.
Jeden rzut oka bez wątpliwości byk potęga typowy morderca.
Kropka nasada karku testament.
Młodzian jak na sporym kacu uchodzi .
Spisał testament dwa oddziały dalej znaleziony następnego dnia.
Siadywałem jeszcze wiele razy za tym starcem poszedł sobie
Wieczory coraz szybciej zapadały pewnie ze swoja panią Modę na Sukces oglądał. No, ale jak się niebawem okazało odszedł od swojej Brydzes wel Bruk.
Kolega nowo upieczony selekcjoner zapowiedział się na wspólne polowanie cały dotychczasowy sezon dzielnie wpisywał się klucząc po całym łowisku zła passa go nie odstępowało ....zawsze coś.
Posadziłem go na tej dębowej gałęzi z deską wcześniej opisaną
Codziennie ciągnęły przez tą łąkę jelenie.
Sam na ulubioną ambonę.
Zasiedliśmy bardzo wcześnie jak przystało na śródleśne miejsce.
Po niespełna 20 min na wprost po drugiej stronie zrębu przy drodze graniczącej z sąsiednim obwodem pojawił się on!!! jak dla mnie 300 m .
Nie przekraczając drogi granicy obwodu wolnym niedbałym krokiem zmierzał do kolegi.
Jakaś zawiść łowiecka we mnie zagrała ma go jak na patelni skręca się mu raz w prawo raz w lewo dając kolejno komorę.
Strzał nie pada patrzę na dęba zasną. Nie!!! jest złożony
Serce bije zwyczajowy ....stan przedzawałowy.
Ma go na 50,30,10 kroków byk pod dębem nagle unosi wieniec i bezczelnie wpatruje się w konary trwa to z 20 sekund.
Odwija na zadzie wykonuje coś na kształt klasycznej rakiety i umyka od zachłanności mego wzroku.
Trochę zadowolony, że niestrzelany trochę zawiedziony rozczarowany idę do kolegi też zszedł spotykamy się na granicznej drodze.
Rzucam złośliwie co amunicje zostawiłeś w domu.
Otrzymuję stanowczym podekscytowanym , głosem odpowiedz!!!!....
Przecież do granicy naszego obwodu miał ponad dwa!!!! metry! no! jak !
mogłem! strzelać!.

Do dziś zadaję sobie pytanie, z czego może wynikać zła passa.
Świętych w tym fachu łowieckim brak ..... jak daje Święty Hubert to niby co?

Od tego wydarzenia byk przepadł bez wieści nikt go już nie widział.
Może zmienił godziny oglądania seriali ???? M Jak Miłość teraz????.

POZDRAWIAM.
A.P.
Avatar użytkownika
adam palinski
 
Posty: 259
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:18


Powrót do Poszukiwanie postrzałka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron