Strona 1 z 2

Tores i ja

PostNapisane: 25 mar 2014, o 12:16
przez staniak ryszard
Witam wszystkich przewodników oraz sympatyków posokowców w nowej szacie strony Klubowej.
Dziękuję jednocześnie Łukaszowi za jego ogrom pracy.
Korzystając z okazji będę w tym miejscu opisywał nasze historie związane z przygodami w lesie i nie tylko.
Piątek tj. 21.03. wzięliśmy udział w MWPR, debiut w weteranach :lol: chciałem zobaczyć także młode pokolenie posokowców.
Popołudniu natomiast wyjazd w Bieszczady już dawno chodził mi ten pomysł po głowie gdyż chciałem zobaczyć pracę, szkolenie posokowców w ekstremalnym terenie. Są tam dwie linie posokowców, które ze względu na odległość nie często widzi się na wystawach lub konkursach a pracują ciężko, przeważnie na postrzałku jelenia. Wyzwań się nie boję, zawsze starałem się o dobry rozwój użytkowy Toresa za nami konkursy w Tymbarku, Nowej Sarzynie, Czeskich Beskidach to i Bieszczady chciałem ,,zaliczyć''. Wrażenia ogromne i historyczne i krajobrazowe. Piotr, kolega u którego byliśmy jest wielkim fanatykiem posokowców od kilkunastu lat , podzielił się ze mną posiadaną wiedzą teoretyczną jak i praktyczną. Muszę przyznać, naprawdę posoki mają ciężko. Psy pracują na obrożach GPS, niemożliwa jest praca na otoku. Oszczekiwać ma jeszcze trudniej ze względu na wilki i niedźwiedzie. Wieczorem w sobotę wyjazd w łowisko, miałem okazję poznać budowę urządzeń łowieckich ze względu na kręcący wiatr co chwilę inny kierunek a także bardzo czujną zwierzynę ,,wyszkoloną'' przez drapieżniki. Radość dla moich oczu tym większa na widok niedźwiedzicy z młodymi, wilka, żubra i oczywiście dzika, piękna sprawa. Wróciłem z bagażem nowych doświadczeń a jak wszystko będzie w porządku to z nowym pokoleniem bieszczadzkich posoków.

Re: Tores i ja

PostNapisane: 25 mar 2014, o 12:39
przez Wojciech Galwas
"Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie"
Ryśku, napisz coś więcej o tych liniach "bieszczadzkich" posokowców. Zaciekawiłeś mnie.

Re: Tores i ja

PostNapisane: 25 mar 2014, o 13:20
przez staniak ryszard
Wojtku wysłałem na pw

Re: Tores i ja

PostNapisane: 26 mar 2014, o 17:28
przez Łukasz Dzierżanowski
Napisz tutaj, przecież to bardzo ciekawe!

Gratuluję założenia bloga no i cieszę się, że "ogrom pracy" na coś się nadał :D

Re: Tores i ja

PostNapisane: 27 mar 2014, o 17:41
przez staniak ryszard
Cztery dni za nami w tym czasie intensywny ,,trening'' Toresa w łowisku z zakresu gonu i odwołania :) oczywiście na przelatkach, które bez prowadzących loch trochę zagubione. Dwie lochy z nowym przychówkiem jeszcze w barłogu. Paśniki wysprzątane, przyroda w lesie zaczyna się budzić, robi się pięknie i miło.
Dzisiaj zbiegły się prace za postrzałkami dzika. Dwaj koledzy ze swoimi podopiecznymi oraz Tores z samego rana ruszyliśmy na trop. Pierwszy odzywa się kolega ze środkowej Polski z okrzykiem radości, super, po paru godzinach opowiedział co i jak . My ruszamy o 6 rano 80 km do łowiska. Dzik, odyniec strzelany dzień wcześniej o godz. 22 z podchodu na rozległych łąkach.
Pracę nie zaczynamy od zestrzału lecz od ostatniej farby do której doszedł myśliwy dzień wcześniej, gdzieś z 300 metrów od zestrzału. Wcześniej dzik pokonał rzeczkę, a nam się z rana nie uśmiechało zaliczyć kąpieli. Dzik mocny pomyślałem, twardy przeciwnik. Kolega, który ze mną szedł znając teren stwierdził, że dzik uchodzi na las, tylko gdzie tu las na bezkresie łąk. Spokojnie sprawdzam ekwipunek, włączam gps, amunicja do magazynku i ruszamy. Trop prowadzi za wałem wzdłuż rzeki a następnie na łąki gdzie nie gdzie porośnięte remizami oraz pasami wysokiej suchej trawy. Tores rusza dosyć żwawo, otwarta przestrzeń robi na nim wrażenie, co 50, 100 metrów widoczna farba jaskrawo czerwona po kilka kropel, nie zbyt obiecująca pomyślałem.Pies zalicza kolejne metry, farby coraz mniej tylko głos za plecami ,,jest'' potwierdza prawidłową pracę. Pierwsze wysokie trawy i remizy wzięte szturmem, kolejna łąka i remiza za nami w oddali wyłania się wysoki las, cel dzika wg słów kolegi. Widoczna farba kończy się na kilometrze od zestrzału czas na labirynt . Wychodzimy na dukt między łąkowy, Tores skręca ostro w prawo i kieruje się na gęste porośnięte tarkami i wysoką suchą trawą brzegi niewielkich kanałów spływających do rzeki. Na dłoniach pojawia się pierwsza krew, brak rękawiczek daje się we znaki. Pies prowadzi przez kanał ja po grubej brzozie przechodzę za nim,robi wielkie zakole i znów wychodzi na dukt. Ten odcinek dał mi w skórę.
Niestety brak łoża, dzik ciągle w ruchu oddala się. Po ponad dwóch kilometrach w linii prostej wchodzimy w las liściasty,
chwila odpoczynku, ogarnięcia się i ruszamy dalej. Po jakimś czasie kolega zauważa kropelkę zaschłej farby na liściu dodając mi tym otuchy oraz zmusza do wytężenia wzroku, jest ciężko. Tores nagle przystaje głowa do góry i ostre przyśpieszenie, lecz to tylko kilka saren dało znać o sobie,fałszywy alarm, wraca na trop. Las robi się gęściejszy zbliżamy się do następnej gęstwiny a podłoże robi się bagniste, może tutaj zaległ ale nic z tego idziemy dalej, zaliczając młodnik sosnowy, przejście przez nasyp kolejowy tory znów młodnik i wysoki las, podziwiamy chmarę odchodzących jeleni. Dzik ewidentnie zmierza do swojej ostoi. Po przejściu 6 km wycofuję się z powrotem na linię pierwszego lasu. Odpoczynek, ocenienie sytuacji, próbujemy jeszcze raz od wejścia do lasu lecz pies prowadzi tym samym tropem, przechodzimy 2 km i rezygnuję z dalszej pracy, dzisiaj nie dałem rady. Doświadczony odyniec okazał się jak dla mnie nie do dojścia. Sama praca wyniosła 3 godziny i 6 km w linii prostej, muszę teraz poszperać w notatkach ale wydaje mi się albo ,,mięśniowe'' albo na puste gdyż dosyć długo ,,farbował'' co prawda nie zbyt obficie ale na zestrzale i do rzeki wg kolegi farby było obficie, brak łoża też na to wskazuje, no cóż tak bywa. O 14 drugi kolega relacjonuje swoja pracę niestety również wynik negatywny. Dzisiaj 2:1 dla dzików.

Re: Tores i ja

PostNapisane: 28 mar 2014, o 20:10
przez staniak ryszard
Dzisiaj w ramach relaksu wybraliśmy się na naszą bukowinę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek

Re: Tores i ja

PostNapisane: 1 kwi 2014, o 13:30
przez staniak ryszard
Kolejny pracowity weekend za nami w zakresie szkolenia.
W sobotę 28.03. miałem przyjemność promować Nasz Klub w ramach szkolenia gończego.
Przewodnikami ze Stowarzyszenia Gończego Polskiego podzieliłem się doświadczeniami pracy z psem od najmłodszego wieku psa poprzez kolejne etapy szkolenia na tropowca. W miłej atmosferze i ładnej pogodzie minęła sobota.
W niedziele natomiast odwiedziłem młodą Zadrę aby podejrzeć jej postępy.

Obrazek

Re: Tores i ja

PostNapisane: 30 kwi 2014, o 12:41
przez staniak ryszard
Po dwóch ,,łatwiejszych'' postrzałkach zostaliśmy poproszeni w dniu 27.04. o pomoc w poszukiwaniu postrzałka dzika, strzelanego w dniu poprzednim około godz. 23. Na miejscu, przesiadamy się w bardziej odpowiedni samochód i wyruszamy na zestrzał, który znajdował się na łące oddalonej około 5 km a strzał oddany był z podchodu. Ładna pogoda, piękny widok zazieleniałych pól napajał optymizmem, na dodatek pomocą służył wspaniały 75 letni myśliwy, który swoim doświadczeniem był uprzejmy podzielić się ze mną przy kilku pracach Toresa, a, że jest jego ulubieńcem więc Toresowi również udzielał się dobry nastrój. Dojeżdżamy na miejsce, przygotowanie broni, sprawdzenie ekwipunku i można zająć się postrzałkiem. Zebranie kilku wiadomości zaczęły określać, że nie będzie to łatwa robota, na dodatek, postrzałek szukany był już wcześniej. Obejrzałem sobie teren na którym mieliśmy pracować, dla oka przepiękny widok pagórkowatego terenu, pól uprawnych rzepaku od horyzontu aż po horyzont zielono-żółty kolor wszędzie. Też fajnie, przynajmniej nie będę się musiał schylać. Idziemy na zestrzał, Tores tym razem na odłożeniu aby jak najwięcej ,,wyczytać'', jest plama farby jasnej a po dokładniejszym sprawdzeniu w trawie kilka drobnych odłamków kości a także dostrzegam dwa zęby. To fajnie, dzik trafiony w okolice gwizdu, nastrój zmienia się w wątpliwość a w głowie kłębią się myśli, ile to kilometrów trzeba będzie zasuwać. W poprzednim sezonie w takim przypadku było 6 km. Łowisko mi znane, migracja dzików w tym akurat przypadku znana więc do dzieła. Uzgadniam z myśliwym przebieg możliwej pracy, aby jak zawsze, podjeżdżał w moim kierunku na ile się da. Klepnięcie psa na szczęście, hasło trop i ruszamy. Początek na łące fajny idziemy między zagonami rzepaku około 200 metrów a pojedyncze krople farby wskazują prawidłowy kierunek następnie skręt w rzepak. Przewodnicy, którzy mieli okazję tropić z psem w rzepaku mogą sobie wyobrazić jak ,,fajnie'' się poczułem w ciągu kilku minut mokry do pasa, oblepiony żółtymi kwiatami oraz lepiąca się ziemia do gumowców, która stanowi dodatkowe obciążenie. Pies wypuszczony na otoku staje się niewidoczny, zmieniam więc pracę biorąc psa na krótszą odległość aby mieć możliwość zobaczenia farby, którą mi wskaże a także mając na uwadze bezpieczeństwo w przypadku szarży dzika. Podążając tak jakieś ze 100 metrów dostrzegam rozmytą z wodą farbę, zapisuję na gps, jest dobrze ale to dopiero początek. Dzik przedzierając się przez rzepak ociera sobie gwizd więc farba staje się coraz mniej dostrzegalna aż w końcu po 500 metrach następuje całkowity jej brak.

Re: Tores i ja

PostNapisane: 30 kwi 2014, o 20:03
przez staniak ryszard
Podążamy w poprzek pola rzepaku, nagle zauważam przed nami ,,falowanie'' rzepaku, szybkie wypięcie psa, który ruszył w gon lecz po jego oszczeku stwierdzam a później widzę kilka saren wyskakujących z rzepaku. Gwizdkiem odwołuję psa, zapinam na otok, ruszamy dalej GPS wskazał pierwszy kilometr w linii prostej. Doszedłem do wniosku, że dzik ochłonął z szoku, gdyż wszedł na ślady traktora gdzie mu się o wiele wygodniej poruszało a wyraźne wciski szpili powodują u mnie pozytywne emocje. Trop prowadzi teraz wzdłuż, a Tores spokojnie podąża cały mokry jakby z pod prysznica wyszedł. Z oddali dało się słyszeć coraz wyraźniejszy szum samochodów, zbliżamy się do autostrady. Kończy się w końcu uprawa ,wychodzimy na polny dukt, przed nami pas gęstych krzaków i płot grodzący autostradę, może w tych krzakach zaległ? myślę ,wytężając czujność lecz nie, przeszedł krzaki i wzdłuż siatki prowadzi jakieś ze 100 metrów, zawraca i znów pies prowadzi w rzepak. Kurde bele ciężka sprawa, zatrzymuję się na polnym dukcie, odpoczywając czekam na dojazd myśliwego, analizujemy prawdopodobny kierunek uchodzenia dzika ,,musi wyjść z rzepaku i kierować się na bagna'' stwierdza myśliwy w porządku, odpowiadam, ruszamy z powrotem w rzepak.
Znów trochę młynków i znów powrotne wyjście w krzaki ale tym razem 200 metrów dalej, Tores zaczyna popiskiwać ja sam nie mam szans wejścia w gąszcz krzaków, decyduję się na zwolnienie psa, po około minucie słyszę gruby oszczek Toresa, ma dzika. W tym momencie rozpoczął się finał akcji, dzik rusza na psa ja nie mam żadnego podglądu na akcję, tylko po oszczeku stwierdzam co się dzieje, strach i obawa o zdrowie Toresa się wkradła, jak pomóc ? szybko sztucer w ręce, żeby tylko Tores dał rady przytrzymać, żeby dzik nie uszedł myślę. Dzik jednak nie myślał uchodzić lecz twardo stał na swojej pozycji raz za razem przypuszczając szarżę na psa. Taka sytuacja trwała na pewno chwilę lecz jak dla mnie o wiele za długo, pokaż się, pokaż, myślę jednocześnie próbując przyjąć jakieś dogodniejsze miejsce do oddania strzału.
Jest, widzę prześwit i kawałek dzika nie zwlekając oddaję strzał na tzw. przytrzymanie, już jest lepiej sytuacja przechyla się na naszą stronę, mogę się przedrzeć jeszcze bliżej, teraz mam trochę lepszy podgląd, dzik nadal stawia opór Toresowi, który już gardłowym oszczekiem daje odpór, składam się mając bezpieczeństwo psa na uwadze, oddaję drugi strzał. Dzik się kładzie lecz dalej daje oznaki życia, teraz mając już całą sytuację pod kontrolą, zbliżyłem się jeszcze bliżej, odwołałem psa od dzika i strzałem łaski zakończyłem pracę. Ochłonąłem chwilę, pożegnałem dzika, nagrodziłem Toresa oraz wezwałem przez telefon myśliwego. Bardzo się ucieszył z takiego finału, oczywiście nie on był winnym ranienia dzika.
Ściągnąłem dzika w dogodniejsze miejsce przy aktywnym udziale nabuzowanego Toresa co dało się widzieć po wypluwającej szczecinie. Po sprawieniu i wszystkich sprawach związanych z tym elementem łowiectwa zakończyliśmy pracę.
Dzik jak się okazało, postrzelony został na tabakierę, praca trwała około 1 godz. z minutami odległość od zestrzału 2,3 km w linii prostej, waga na skupie 56 kg. Taką to pracą Toresa zwieńczyłem jakże radosny dzień, który będzie zapamiętany także i z innego względu.
P.S.
Jeśli Administrator uzna, że zdjęcia są nie estetyczne proszę o ich usunięcie
Obrazek
Obrazek

Re: Tores i ja

PostNapisane: 28 maja 2014, o 08:03
przez Łukasz Dzierżanowski
Rysiek, zdjęcia się w ogóle nie wyświetlają. Spróbuj korzystać http://postimage.org/ - jest łatwy w obsłudze, a zdjęcia nie giną...