Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

pamiętniki klubowiczów

Re: Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

Postprzez Łukasz Dzierżanowski » 20 lut 2014, o 15:29

Dobre takie forum - możemy sobie wszyscy nawzajem pokadzić :lol:
Avatar użytkownika
Łukasz Dzierżanowski
 
Posty: 161
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:12

Re: Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

Postprzez adam palinski » 20 lut 2014, o 15:29

Po dzisiejszej wystawie we Wrocławiu.

Brzmienie postu .Wink
JAK TO GUCIO MOŻE POZAZDROŚCIĆ TOSI.
Brawo Tosia. :P

Pozdrawiamy .
Gucio Adam.
Smile
Avatar użytkownika
adam palinski
 
Posty: 259
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:18

Re: Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

Postprzez adam palinski » 20 lut 2014, o 15:31

Dzięki za miłe spotkanie
I ja dzięki.


Niedziela wita przymrozkiem i mgłom.
Po wczorajszych pracach ciężko przychodzi zebrać się do aktywnego działania.
Za zgodą organizatora polowania i prośbie Gucia dziś będzie z nami Tosia.

W dniu wczorajszym w miocie pocieszenia strzelano do byka.
Zmrok za pasem nie decydujemy się na podjęcie kolejnej pracy.

Niewątpliwa atencja Gucia do Tosi spowoduje, że to.
Tosia dziś przejdzie swój chrzest bojowy.

Ekipa mocna ładujemy się do jeepa jeszcze sporo przed pierwszy miotem.
Szkoda czasu.
Jeden z uczestników polowania, który wskaże gdzie.
Tosia Rika Gucio Ewunia Pan Topolanek i ja.

Odnajdujemy pierwszą farbę.
Spora ilość farby jasnej takiej nakapanej.
Byk zatrzymał się jakieś 400 m w szczerym polu postał minutę.
A następnie wedle opowieści strzelca.
Majtał przednim badylem.
Ubity poniżej kolana pomaszerował dalej w pola ginąc za pierwszą górką.

Ruszamy farba okazuje się być skromna.
Co 40 60 m Tosia spokojną praca odnajduje pojedyncze kropelki.
Po kilkuset metrach zostawiamy Tosię Ewunie /Arka męża Ewy/ jako koronę z Riką podążającą za prowadzącą parą za 50 m.
Ja z Guciem mamy wezwanie do postrzelonego dzika.

Po niegodnej posokowca pracy 50 m wracamy do Tosi.
Odnajdujemy ich ponad 3 km dalej zatrzymali się przed terenem nie opolowanym.
Decyzja stop, bo i tak mamy kolejne wezwanie do łani i cielaka.
Jedyny efekt pracy na odcinku około 4 km to kieszeń pełna większych mniejszych kości.

[img]http://images50.fotosik.pl/1230/c98b26675b626f49.jpg
[/img]
Na zestrzale delikatna farba.
Tosia po zapisaniu zapachu w nosie jak wytrawna tropicielska bezbłędnie spokojnie prowadzi około 250 m. Staje i pokazuje coś przed sobą.
Zrównuje się z Ewą i widzę chcąca podnieść się łanie.
Kropka na kark.

Ile to było radości.
Tosia doszła swoją pierwszą sztukę w naturalnym łowisku.

[img]http://images49.fotosik.pl/1194/72dd713913692077.jpg
[/img]
Obrazek

Obrazek

Strzelec chciał ustrzelić dubleta.
Strzelał też do cielaka.
Próba odnalezienia farby cielaka ponawiana parokrotnie spełzła na niczym.
Jeśli ciele nie przyjęło podążyło za łanią i na przedłużeniu jej tropu jak się okazało słusznie ponownie odnajdujemy drobinki farby.
Farba jest znikoma, ale Tosia dzielnie pracując odprowadza nas na 100 m.
Tu zaczynają się schody ciele kręci zawraca kluczy.
W chwili oddawania strzału łaski do łani Arek zakodował, że w wysokich trawach coś uciekało jakby ciele. Gucio wypracowuje właśnie to miejsce.
Okazuje się, że jedynie trop na błocie potwierdza było tam ciele.
Sprawa wydaje się jasna delikatna obcierka.
Teraz już prosty trop bez grama farby uchodzi.

Nie ma czasu na wzajemne peany.
Jest byk do odszukania.
Strzelec zeznaje, że po strzale zwalił się jak piorunem rażony.
Jak szybko się zwalił tak szybko wstał?
Poprawka jakby go podniosło i tyle.
Nie ma lekko to Tosi dzień.

Idąc w odstępie 50 m za Tosią i Ewą odkrywamy z Arkiem na wysokości naszych oczu na gałązkach farbę. To niemożliwe uchodzący byk, farbi co prawda odrobinę, ale tak wysoko maluje.
Jest i farba po tropie też bardzo mikra. Tosia wypracowuje kolejne załamania dobre 2 km.
Gucio potwierdza wszystkie zawijasy byka. Rikunia na krótkim otoku jedynie nam towarzyszy.
Po ponad 1,5 godzinnej pracy słyszymy gdzieś przed nami pojedynczy strzał.
Oj niedobrze pakujemy się w nie opolowany miot.
Przerywamy pracę.
W tym samym czasie telefon od prowadzącego.
Z informacją napędziliście od tyłu postrzelonego byka, który ma ustrzeloną lewą tykę i delikatna obcierkę na mostku.

[img]http://images38.fotosik.pl/1210/f5def5c03578f36c.jpg
[/img]
Obrazek

Jeszcze pamiątkowe zdjęcie z dziczkami

[img]http://images49.fotosik.pl/1194/568089b11c823262.jpg
[/img]
Były podziękowania od najwyższej władzy PZŁ.
Gdy nas zapytano a skąd jesteście z dumą odpowiedz brzmiała.
Z.
Klubu Posokowca.
Kazano pozdrowić wszystkich członków klubu, co z nieukrywaną rodnością czynię.
Jestem pewien, że Ewa coś tu dopowie i opisze jak to ona widziała.
Bo co dwie pary oczu to nie jedna.

D.B.
Avatar użytkownika
adam palinski
 
Posty: 259
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:18

Re: Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

Postprzez Marcin Kunikowski » 20 lut 2014, o 15:31

GRAAATUUULAAAACJE !!!!
Avatar użytkownika
Marcin Kunikowski
 
Posty: 103
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 16:42

Re: Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

Postprzez Łukasz Dzierżanowski » 20 lut 2014, o 15:32

Miałem być z Wami, potem miałem być jednak pod Kędzierzynem, a potem byłem NIGDZIE. Sprzęgło nawaliło...

Ewa, GRATULACJE! Darz Bór!
Avatar użytkownika
Łukasz Dzierżanowski
 
Posty: 161
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:12

Re: Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

Postprzez Stara Grobla » 20 lut 2014, o 15:34

Cóż powiedzieć.. byłam na wielu szkoleniach, czytałam wiele poradników, artykułów, opowieści i wydawało mi się, że dużo z nich wyniosłam. Guzik!
Nauki, jakie wczoraj zafundował nam Pan Adam, na pewno będą procentowały.

Poranna praca na kilkunastogodzinnym tropie byka - marzenie. Tośka wchodzi na trop, zaczyna się kręcić. Pan Adam mówi - nie wtrącaj się, niech myśli tak długo jak potrzebuje. Suka wraca kilka razy, krąży, aż wreszcie słyszę najpiękniejszy na świecie dźwięk zasysającego trop nosa posokowca - UWIELBIAM! Na początku mocno podekscytowana, prowadzi dość ostro ale pojawiające się w mojej głowie wątpliwości znikają gdy odnajdujemy drobinki farby i fragmenty kości. Po ok 1000m Tośka zaczyna pracować wolniej, dokładniej, przechodzimy pole, łąkę, głęboką oraninę, znowu pole, wzdłuż miedzy a później przez nią (mieliśmy nadzieję, że byk tam zaległ), kolejne gładziutkie pole i wreszcie asfaltową drogę a za nią głęboki na 2m rów, z którego na szczęście wyciągnęła mnie Tośka. Suka poprowadziła przez pole do ściany lasu, w pewnej odległości słychać było nagankę, strzały i tu telefon od Adama - poczekajcie, dojadę do Was, gdzie jesteście? Ups kompletnie nie wiem gdzie jesteśmy - jak to baba - dobrze, że był z nami Arek. No niestety pomimo, że Tośka wypracowała trop wejściowy byka do lasu i była oburzona decyzją przerwania pracy, tak właśnie musieliśmy zrobić. Bardzo mi szkoda tego byka. Na pamiątkę zostały mi tylko liczne fragmenty kości. Fakt, że byk ani razu na dystansie 4km nie zaległ, stanął może trzy razy w tym raz przed drogą asfaltową i przeszedł ogromny rów, sugeruje marne szanse na jego odnalezienie. Żal jednak zostaje zwłaszcza, że Tośka odwaliła kawał doskonałej roboty i nauczyła mnie pokory oraz zaufania do niej.
Przyznam, że kilkakrotnie w momencie gdy nie widziałam farby, miałam ochotę zawrócić psa. Przynajmniej dwa razy byłam na 100% pewna, że byk poszedł w inną stronę. Tu ukłony w stronę Pana Adama, że mnie powstrzymywał przed ingerencją. Musiał mieć ubaw widząc moją minę i wywalone gały gdy okazywało się po raz kolejny, że Tośka ma rację a ja nie Smile

Kolejna praca to świeży postrzał łani. Tośka chwilę nawąchiwała zestrzał i ruszyła po tropie do lasu. Styl pracy Tośki był nieco inny niż przy byku. Początkowo widziałam, że się obawia - przy wejściu do lasu zatrzymała się by fuknąć na kamień, jednak po chwili emocje wzięły górę i bardzo energicznie mnie przeciągnęła przez krzaki. Na tropie początkowo było niewiele farby ale po 50m pojawiła się ona w ogromnej ilości. Łania przeszła przez drogę, wyszła na porośniętą jeżynami polanę i zaległa w wysokich trawach niedaleko za nią. Tośka podchodziła do niej ostrożnie, bo łania jeszcze dychała, jednak gdy Arek zwolnił Rikę, nabrała pewności i zaczęła swoje śpiewy. Pan Adam oddał strzał łaski. Tak oto Tośka wreszcie wypracowała od początku do końca swojego potrzałka. Praca była to łatwa i szybka ale dla młodej suki bardzo ważna.

Schody zaczęły się przy próbach poszukania cielaka. Najpierw trzeba było ostudzić psy. Tośka była wściekła, że ktoś zabrał jej łanię i bardzo długo nie mogła się z tym pogodzić. W niewielkiej odległości odnaleźliśmy kilka kropelek farby. Podłożyliśmy Tośkę, która zamiast podjąć trop wlazła na pień zwalonej sosny i zaczęła po nim iść pracując górnym wiatrem. Zawróciłam ją, kilkakrotnie próbowała zaczepić trop i wreszcie jej się udało. Co 10-20m kropla farby ale po kilkudziesięciu metrach się zgubiła, kilkakrotnie wracała prawie na początek tropu. Postanowiliśmy, że warto zobaczyć co powie Gustaw. Pies pewnie wypracował odbicie. Cielę przeszło przez zwaloną sosnę, na którą wcześniej wylazła Tośka i weszło w młode świerki. Farby już nie widziałam. Werdykt wiadomy. Szkoda cielaka...

Kolejny byk, spora presja, gorący trop. Myślę, czy to już nie za dużo dla Tośki. Suka nabrała jednak pewności siebie i wspaniale podjęła trop. Spora ilość farby na początku dawała nadzieję, że byk będzie niedaleko leżał. Nasze nadzieje zaczęły się jednak rozwiewać gdy Tośka poprowadziła przez jeden rów, później drugi a farby znajdowaliśmy coraz mniej. W pewnym momencie suka stanęła, zjeżyła się, zaczęła warczeć, cofać się, podskakiwać w wysokich trawach i pracować górnym wiatrem. W międzyczasie przeleciały koło nas dwie kozy ale uchodzącego byka nie było widać. Odczekaliśmy chwilę i Tośka pewnie kontynuowała trop aż nagle zaczęła kluczyć, kręcić się, naprowadzać.. już myślałam, że zejdzie na trop sarny ale nie - jest farba i znowu prowadzi pewnie. Byk wszedł w gęste trawy i pies trochę się namęczył, żeby znaleźć trop wejściowy do wysokiego lasu. Tam prowadziła przez paskudne jeżyny, znowu zaczęła się kręcić po czym wyprowadziła mnie w kolejne wysokie trawy. Tu farby już długo nie było, w międzyczasie przed nami słychać strzały a spod nas podniósł się zając. Wracamy zrezygnowane na drogę by spróbować ponownie od wejścia do wysokiego lasu ale z relacji telefonicznej wynika, że nasz byk jest już na pokocie.

Teraz szybko do domu bo tu impreza urodzinowa Mamy i wszyscy czekają Smile

Panie Adamie! Bardzo, bardzo dziękujemy! Tośka za tyle okazji do pracy a ja za lekcje spokoju, pokory i zaufania do psa.

Bardzo odpowiada mi jej styl pracy - jest pewny, energiczny. Suka wie, że to ona decyduje, którędy iść.
Stara Grobla
 
Posty: 84
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 12:02

Re: Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

Postprzez Wojciech Galwas » 20 lut 2014, o 15:36

Nic dodać nic ująć. Napiszę więc jeszcze raz;
Miło się czyta relacje młodych adeptów pracy z posokowcami.
Moje gratulacje. Tak trzymać !!!

I jeszcze pytanie - gdzie odbywały się te łowy?
Avatar użytkownika
Wojciech Galwas
 
Posty: 173
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:14

Re: Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

Postprzez adam palinski » 20 lut 2014, o 15:38

No tak a to krętacze ,
Podpuścili mnie w tym OZPZŁ Opole.
Połechtano słowem .
By w tych łowach uczestniczyć.

Polecił wasz duet Gucio i Adam kolega Wojtek Galwas.
A potwierdził prezes waszego Klubu Posokowca.


Moszna - Wojtuś .
Avatar użytkownika
adam palinski
 
Posty: 259
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:18

Re: Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

Postprzez staniak ryszard » 20 lut 2014, o 15:39

Pięknie Ewo, to jest sedno sprawy masz posokowca to rób wszystko aby się mógł realizować w łowisku, czasem to długo trwa ale warto dla pięknych chwil i możliwości podglądania wspaniałej pracy posokowca, poplątania.
Avatar użytkownika
staniak ryszard
 
Posty: 86
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 15:27
Lokalizacja: Katowice

Re: Jak to Tosia pozazdrościła Guciowi...

Postprzez adam palinski » 20 lut 2014, o 15:39

Dzisiaj same dobre wiadomości kolejny telefon .
Okazuje się, że nasze forum czytają, ale się nadal tajniaczą.
Ludzie tuż za moją miedzą.

Myśliwy, który obsługiwał jako grupa ewakuująca tusze.
Przeczytał w wątku i skutecznie wykorzystał.
Mój opis zachowania byka po strzale.

Poszedł na miejsce zestrzału i znalazł ustrzeloną 1/2 wieńca.
W pierwszym odruchu zaproponowałem by Tosia ją dostała.
Ale już ją dostarczono strzelcowi do kompletu.

Tosi zostaje satysfakcja- skutecznie swoją pracą.
W miot nie, opolowany byka naprowadziła.

Wnioski są - innym się przydadzą.
Po strzale runął jak piorunem rażony i natychmiast wstał.
Dziś to już nie ma wątpliwości przyjął na możdżeń.
Drugi pocisk drasnął mostek.
Stąd malowanie farbą bardzo wysoko z możdżenia.
Stąd i minimalna na tropie farba z mostka.

Jest i moment, gdy Tosia podskakuje w wysokiej trawie.
Całkiem z boku podrywają się sarny.
Też się tym za sugerowałem.
Dziś jestem pewien - miała go na gorąco.
Ale wysokość traw nie dała szansy go wypatrzyć.

Autorytatywnie przyznaję Tosi 66.66 % skuteczności.
Trzy prace dwa sukcesy.
Avatar użytkownika
adam palinski
 
Posty: 259
Dołączył(a): 19 lut 2014, o 10:18

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Blogi klubowiczów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron